poniedziałek, 21 października 2013

Plaża cala Agulla

Dziś postawiliśmy tylko na plażowanie. Bardzo nas cieszy, że pogoda ku temu sprzyja, bo w powietrzu czuć jesień. Dosłownie czuć, bo tubylcy również mają w zwyczaju palenie liści i produkowanie kłębów dymu, tak jak Polacy. Na szczęście pod naszą pinią było bajecznie...











niedziela, 20 października 2013

Inca + plaża Es Trenc

Dzisiejszy dzień zaczęliśmy od festynu w Ince. Ogólnie wrażenia jak z Jarmarku Świętojańskiego (Mamo! Jak się to pisze? Wielką czy mała literą?). Na ulicznym straganie pozwoliliśmy sobie na małe co nieco, w formie ciastka z flanem - budyniem. Bardzo dobry! Na straganach lokalne rękodzieła, smakołyki, a na stoiskach ciekawe ciekawostki :) Na przykład pieski i świnki !! wykorzystywane w terapiach dla dzieci.

Następnie pojechaliśmy na jedną z ładniejszych plaż na wyspie. Rzeczywiście całkiem malownicza, choć mi bardziej podobają się takie zadrzewione... Po drodze minęliśmy miejsce gdzie wydobywają esencję wody morskiej - czyli sól. Te śnieżne szczyty na zdjęciach to nie śnieżne góry, tylko góry soli. [Apropos soli - taka mała dygresja. Gotując sobie posiłki zauważyliśmy, że gdy tylko się daną potrawę posoli i doda oliwy z oliwek to już jest pysznie. Jak gotujemy w domu to musimy się nie lada namęczyć, żeby wydobyć z potrawy jakiś smak. A tutaj naprawdę niewiele potrzeba. Niby sól, którą kupujemy w domu też jest morska, ale jakoś nie jest tak smaczna.]

W Hiszpanii jest chyba niż demograficzny. Widujemy bardzo mało wózków i wszyscy wokół oglądają Franka jakby był jedynym niemowlakiem w okolicy. Drogie babcie i prababcie: Małemu służy pogoda i bardzo poprawił się stan jego skóry, zwłaszcza na szyi, która w zimnej Polsce była ciągle zaczerwieniona. Wieczorem zasypia momentalnie, nawet o smoczku nie zdąży pomyśleć. Na wyposażeniu apartamentu mamy bardzo dużo rzeczy dla dziecka. Belinda - nasza tutejsza znajoma - załatwiła wszystko co się da. W wyprawce oprócz przewijaka, łóżeczka, wanny i nosidełka znalazła się huśtawka i fotelik do karmienia! Widać, że nie ma dzieci :) A Franek z wielkim zaciekawieniem słuchał jak jego nowa ciocia nawija po hiszpańsku.




















 Tak się (przez przypadek) wozimy jak paniska :) /B

sobota, 19 października 2013

Park S'Albufera, playa Muro i Alcudia

Po odespaniu wczorajszego męczącego dnia, udaliśmy się dzisiaj na pierwszą wycieczkę. Naszą nówką Fiestą (której oczywiście nie zamawialiśmy, a dostaliśmy z powodu awarii naszego koreańskiego wybrańca), zaczęliśmy od Parku S'Albufera. Następnie na plaży Muro zjedliśmy wcześniej przygotowany obiad i odbyliśmy sjestę, a na koniec, na starym mieście w Alcudii wstąpiliśmy na "kawę". Tam połaziliśmy po wąskich i bardzo spokojnych uliczkach. Hiszpanie, którzy nas zaczepiali, o Franku mówili: Grande nino. Resztę niech opowiedzą zdjęcia. Pozdrawiamy!







 




Uwaga, pirat:






 


piątek, 18 października 2013

Jejku jak tu fajnie i ciepło...

Franek podzczas lotu spał, jadł i obserwował sufity. Startu w ogóle nie zauważył, wręcz wznoszenie go uśpiło. Z takim małym nie trzeba dodatkowo płacić za pierszeństwo wejścia na pokład, bo wszyscy puszczają malucha przodem.

Nastepnie zakwaterowanie. Mieszkamy u znajomego Belindy, Jose. Mieszkanie nie takie fajne jak u Belindy, ale jest za pół darmo więc nie będziemy narzekać. Jose nie mówi po angielsku więc nasze rozmowy ograniczają się do bien i adios. W lodówce trzyma mnóstwo makaronu, ryżu i napojów izotonicznych bo w każdej wolnej chwili chodzi na siłownię. Widać też, że jest kawalerem bo ma tylko dwa widelce i dwa garnki.

Po zakupach w markecie poszliśmy na plażę. Franek wniebowzięty.

Więcej zdjęć wkrótce...

W drodze...

No to w drogę. Pobudka o 6 i pakowanie walizek do auta. Franek wcale nie czuje, że jest tak wcześniej i się żywo uśmiecha.
Pakowanie walizek było wyzwaniem. Do dużego bagażu włożylismy fotelik i zostalo nam jeszcze siedem kilo do dyspozycji. Więc zaczeliśmy wrzucać: kosmetyki, leki, ładowarki. Miejsca dużo, ale pora sprawdzic wagę. 19! Ups! No to zaczeliśmy dopakowywać do podręcznego. Nadal za dużo. Więc po wywaleniu kilku zbędnych kosmetyków, które można kupić w carrefourze i samych kosmetyczek, które w sumie ważyły całe pół kilo, i których zawartość będzie w wzwiązku z tym fruwać po walizce, krok po kroku, 100 gr po 100 gr doszliśmy do 15,1 :) uff. I tak uzbierało się sporo rzeczy, które muszą się zmieścić w naszych kieszeniach i spodniach: kilka pieluch, chusteczki nawilżane, pielucha tetrowa, telefon i kanapki. Łukasz! Przydałaby się Twoja kurtka!
Jeszcze mały stresik, bo auto, którym jechaliśmy zaczęło wywalać błąd i trochę z duszą na ramieniu dotarliśmy na lotnisko. Z odprawą poszło sprawniej niż myślałam.
Teraz trzeba tylko dolecieć...

Przepraszam za literówki, ale na telefonie trudno trafić w te wszystkoe ć, ź, ę, ą itp.

niedziela, 13 października 2013

Polska jesień. Już nie taka złota. To my wolimy hiszpańską.

WITAMY! 
Polskiej jesieni mówimy NIE i w piątek czeka nas pierwszy lot z bobasem do ciepłych krajów. Wybieramy się z Frankiem na Majorkę :) Zatrzymamy się u znajomych w mieszkaniu w Palmie. Tak jak w naszych wcześniejszych wyprawach mamy zamiar na bieżąco informować na blogu o naszych codziennych zajęciach, aby nie musieć informować każdego z osobna. Także, jeżeli ktokolwiek jest ciekawy co u nas, bardzo prosimy zaglądać na bloga, czytać, oglądać i komentować i nie mieć nam za złe, że się do nikogo nie odzywamy :)
Pozdrawiamy i do zobaczenia na blogu