poniedziałek, 25 czerwca 2012

Fotki















Kilka zdjęć z pierwszej części wyjazdu.

Dzień siódmy i pół

Pobudka o 4 w nocy. Musimy być na lotnisku do 6 a znając nas bez przygód się nie obejdzie.
Smutno, że już tydzień minął. Nie chce się wracać. Koniec spontanicznej wyprawy.

niedziela, 24 czerwca 2012

Sant Joan

Noc Świętojańska w wersji majorkańskiej jest powodem, dla którego chcieliśmy tu wrócić. Na początku, gdy zaczyna się ściemniać, tubylcy zbierają się na plażach z całymi rodzinami i zaczyna się grilowanie. Gdy ktoś nie ma grila, kopie dziurę w piasku, wsypuje węgiel i ustawia nad nim ruszt. Dzieci biegają po plaży. Świeczki oznaczają granicę tych chwilowych "parceli". Jedną wielką fiesta. Nad plażą rozciąga się wielką chmura dymu. W tym roku byliśmy bardziej obserwatorami. W zeszłym grilowaliamy. Koło północy chętni idą pod katedrę gdzie rozpoczyna się rytuał. Muzyka przestaje grać. Światła gasną. W bramie pojawiają się demony z pochodniami i przy dźwięku bębnów powoli zaczynają marsz. Na swoich laskach mają "zimne" ognie, którymi miotają po tłumie ludzi. Oczywiście już na samym początku zgubiłam się szukając Blażeja, który jak się potem okazało się nie zgubił. Ale w końcu się znaleźliśmy i weszliśmy w tłum zupełnie dając się ponieść temu kilmatowi. Efektem są niewielkie oparzenia i dziury w odzieży.

Po tym przedstawieniu, które ma zobrazować przejęcie mocy przez złe demony, noc staje się dłuższa a dzień krótszy.

Po tym rytuale tłumy ludzi idą się wykąpać w morzu, żeby jak tradycja mówi oczyścić się ze wszystkiego co złe.

A na koniec koncert rock n'rollowy :)

Dzień siódmy

Zaczeliśmy od mszy w katedrze. Liczyliśmy na koncert organowy, ale dla takiej garstki ludzi puścili tylko muzykę z głośnika. Ale za to w trakcie pół godzinnej mszy można było dokładnie przyjrzeć się witrażom.

Teraz jedziemy do jaskiń - cueves del Drach.
Droga pełna wrażeń. Z Palmy wyjechaliśmy na rezerwie a po drodze ani jednej stacji. Na początku nawigacja wywiozła nas w pole, ale kawałek dalej się znalazła. Tylko akurat pan hiszpan ją zamykał i nie dał się namówić na ponowne otwarcie, bo przecież skończył już pracę. Pokierował nas do następnej, która SURPRISE SURPRISE też była zamknięta (Domingos i festivos do 14).  Na szczęście w barze obok po hiszpańsku dostaliśmy namiar na stacje czynną 24h. Ufff...
Jedziemy dalej.. cdn.

sobota, 23 czerwca 2012

Dzien szósty....

... i przedostatni.
Zaczynamy od plaży a wieczorem fiesta - San Juan.

Wczoraj pojechaliśmy wieczorem na Arenal żeby zobaczyć jak Niemcy kibicuja swoim i pija alkohol z wiader przez metrowe słomki.

piątek, 22 czerwca 2012

Dzień piąty

Przy okazji zakupów w carrefour kilka fotek. Potem jedziemy do Jardines d'Alfabia i na Formentor.




czwartek, 21 czerwca 2012

Dzień czwarty

Blazej i Łukasz poszli rano upolować auto. Łatwo nie było. Najpierw trzeba wsiąść w dobry autobus.  tym razem się udało :) potem trzeba poczekac aż właściciel obudzi się i otworzy wypożyczalnie. Następnie trzeba się dogadać z hiszpanem, który jest niezadowolony, że się nie zna jego języka. W końcu auto mamy. Tym razem testujemy większego kuzyna Matiego.
Oddać auto możemy na lotnisku, ale dla seniora z wypożyczalni 6 rano to za wcześnie, żeby je odebrać bo o tej porze śpi. Więc mamy zostawić auto pod lotniskiem. Kwit od parkingu zostawić w popielniczce a klucze i dokumenty pod siedzeniem. Mamy napisać smsem numer miejsca parkingowego a on przyjedzie rowerem lub żona go podwiezie. Nie ma to jak profesjonalna wypożyczalnia.
Trasa na dziś: Valldemossa: cela Chopina, Deia: grób Graves'a i przerwą na kawę, Soller: ładne miasteczko i w końcu okazja na zjedzenie paelli, a na deser Sa Calobra: plaża.
Kilka nowych fotek i dla porównania jedna z zeszłego roku: