niedziela, 27 kwietnia 2014

Weekend majowy w Gleźnówku

Jesteśmy znów w Gleźnówku, tym razem widzianym oczami bobasa. Dla Franka morze to dużo nowości... piasek, którego nie można złapać, kąpiel w pełno wymiarowej wannie itp. Mimo trwających prac remontowych dom i ogródek znów nas zachwyciły. W salonie czekały na nas lektury i mapy o okolicznych atrakcjach, liściki "miłosne" przybrane czekoladowymi biedronkami i tort! 
W tym roku pogoda jest o wiele cieplejsza, więc w ogródku więcej ziół, które idealnie komponują się z dorszami świeżo kupionymi od rybaków w porcie w Darłówku. Tam też w przemiłej kawiarni Ani Ani smakowałam pyszną belgijską gorącą czekoladę :-) Ciocia poleciła nam wiele rzeczy do zobaczenia, ale nie wiem czy nie będziemy delektować się słodkim nieróbstwem... tak rzadko nam się to ostatnio udaje:-)    

W drodze:


 I na miejscu:













F. przypomina mi tutaj pradziadka Feliksa: 












              

środa, 26 lutego 2014

Bye bye BMW...


No i stało się. To już oficjalne. Sprzedaliśmy dzisiaj moje auto.

Pamiętam jak 10 lat temu jechałam na zajęcia Fiatem Uno mojej mamy i w pewien wiosenny poranek zobaczyłam jadące BMW E30 cabrio jadące z otwartym dachem. Pomyślałam wtedy, że nigdy chyba nie będę mieć ani tylu pieniędzy ani odwagi żeby mieć takie coś. Jednak dwa lata później, po 2 miesiącach pracy w Niemczech, starczyło by kupić wymarzone BMW. Na początku jeździłam nim z pewnym onieśmieleniem, bo zwracało na siebie uwagę (a przy tym też na mnie), tworząc przy tym stereotypowe skojarzenia. Ale co tam! Mimo tego fajnie było udowodnić sobie że da się spełnić nawet najgłupsze materialne marzenie.
Nastały jednak trudniejsze czasy i przyszła pora priorytetyzowania. Zależy nam na ekonomicznym zwiedzaniu świata. Za pieniądze z szalonej Bety kupimy mniej szalone jeździdło, które będzie nas tanio wozić gdzie nas nogi i wyobraźnia zaprowadzą. 
P.S. Pan, który kupił BMW w cenie dorzucił tygodniowy pobyt w jego domku w Bieszczadach. Głupio będzie nie skorzystać :-)/A


sobota, 15 lutego 2014

Lądek Zdrój i Czarna Góra

Nie wiem, który to już raz tu jesteśmy, ale za każdym razem wracamy do Lądka z wielkim entuzjazmem. W dzień Błażej i Krzaczek jeżdżą na nartach, a my z Frankiem spacerujemy. Stąd zdjęcia spacerowo-architektoniczne są moim debiutem :-)
/A
Zdjęcia ze stoku i kawiarni niestety niskiej jakości - z telefonu. Sprzedałem nasz kompaktowy wszytskoodporny aparat :(
/B
Dzień Błażeja i Krzaczka:











 Tymczasem ja i Franek: 











I wspólne popołudnie w Albrechtshalle - wiedeńska kawiarnia: 
 

 i na pstrągu...

Scenki rodzajowe: