Tak jak Indie były dla nas szokiem od pierwszego wejrzenia, tak Nepal niewątpliwie jest wielkim zauroczeniem. Czy to będzie miłość, to się jeszcze okaże - za wcześnie by to stwierdzić.
Na razie jesteśmy zahipnotyzowani tym miejscem. Indie były piękne, ale piekielnie wyczerpujące. Tutaj panuje bardzo błoga atmosfera. Odkąd tu przybyliśmy cały czas główkujemy dlaczego tu jest tak inaczej. Niby jest to biedniejszych kraj niż Indie (a nawet 4 od dołu w skali świata jeżeli chodzi o PKB na mieszkańca) więc teoretycznie powinno tu być brudniej, no i spodziewaliśmy się, że ludzie będą bardziej nachalni. Ale tak nie jest. Nawet robienie zakupów jest całkiem miłe. Sprzedawcy chcą sprzedać, ale nie wciskają na siłę. W Indiach trzeba było się nagimnastykować żeby wyjść ze sklepu, a tu nawet mam ochotę posłuchać opowieści sprzedawcy o towarach.
Mamy nadzieję, że nie jest to tylko nasze pierwsze wrażenie i do końca będziemy tak zachwyceni.
Pogoda zapowiada się całkiem dobrze, słońce na zmianę z przelotnymi deszczami. Byle by nie tak jak w Munnarze :)
Jeszcze kilka zdjęć z Indii:
Moja śpiąca królewna - standard hotelu po raz pierwszy prawie europejski.
Take away od chińczyka:
Mobilna wersja suszarki turystycznej do ubrań.
Ostatni rzut oka na Delhi:
... i lądowanie w Katmandu:
Prawie jak w Rumunii:
A na koniec bonus w formie najnowszego dzieła kinematografii:







































































